Dwa zespoły teatralne z naszego liceum: Teatr na Drabinie oraz Teatr Więcej Dymu zaprezentowały swoje spektakle w Teatrze Jaracza podczas tegorocznej edycji festiwalu Łópta Ot Łdk przeznaczonego dla teatrów amatorskich z całej Polski.
Z ogromną satysfakcją informujemy, że spektakl „Z niewinności” Teatru na Drabinie zajął II miejsce w konkursie. Wyróżnieni zostali też dwaj aktorzy grający w tym spektaklu: Mateusz Biland oraz Jakub Pietrzak. Młodzi ósemkowi aktorzy brali nie tylko zaprezentowali swoje umiejętności, brali udział także w warsztatach oraz omówieniach będących formą merytorycznej analizy zaprezentowanych przedstawień, które poprowadzili członkowie jury: Jadwiga Majewska, Gustaw Puchała i Jakub Kotyński.
Oto fragmenty recenzji obu ósemkowych spektakli autorstwa krytyka teatralnego – Pauliny Kabzińskiej. Zostały one opublikowane w ukazującym się podczas przeglądu „Łóptaku”.
Teatr na Drabinie działający w VIII Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi spełnił jedną z moich fantazji – na Łódzkim Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Amatorskich pojawił się spektakl zainspirowany historią Łodzi. Nie jest to historia łatwa – fabryki i robotnicy, włókniarki i ich, przez większość zapomniany i niedoceniany, strajk. Sprawa bolesna dla każdego zaangażowanego Łodzianina. Na szczęście młodzi ludzie z Teatru na drabinie pamiętają o tak ważnym wydarzeniu i, co najbardziej godne podziwu, są w stanie opowiedzieć o nim z należytą wrażliwością. Piękna to sztuka budująca łódzką tożsamość kulturowo-społeczną.
Trudno mi wybrać, od czego konkretnie zacząć pochwały, bo tak wiele rzeczy mnie zachwyciło. Rozpocznę więc może od tego, co nawet w teatrze instytucjonalnym nie jest oczywistością – od rozmachu. Już sama ilość aktorek i aktorów w scenach zbiorowych robi wrażenie. Jeśli przyjrzymy się bliżej ich kostiumom, to dostrzeżemy, że są one dopracowane w każdym detalu. To nie są jakieś umowne elementy garderoby, to bardzo spójna kompozycja strojów wyjętych z epoki, zaczynając od chustek na głowie, a na butach kończąc. Rozmachem charakteryzuje się także scenografia, która chociaż technicznie prosta, bo składa się w większości z drabin, desek i klatek, jest bardzo klimatyczna. Aktorzy i aktorki budują ją na scenie już w trakcie spektaklu, co daje jednocześnie wrażenie efektowności i minimalizmu. Zjawisko to jest bardzo pożądane w teatrze dramatycznym. Pragnę też zwrócić uwagę na genialne wykorzystanie światła w połączeniu ze scenografią. Cienie krat na ścianach zdecydowanie wywołały zamierzone wrażenie na widzu. Nie mogę nie wspomnieć też o muzycznej warstwie spektaklu, za którą odpowiada Piotr Selim.
Wszystkie aktorki i aktorzy są bardzo zaangażowani, grając wykorzystują całe ciało i tę grę utrzymują nawet, jeśli są tylko tłem dla innej sceny. Oczywiście najbardziej wyróżniają się dwie główne role – Mateusz Biland jako Strażnik oraz Jakub Pietrzak jako Więzień. Obaj mają mocne osobowości sceniczne i szeroką gamę emocji do pokazania […]. Chociaż sztuka dotyczy historii Łodzi, to niech nie martwią się osoby z innych zakątków Polski. Łódzkość stanowi tylko punkt wyjścia do opowiedzenia o czymś znacznie bardziej uniwersalnym. O tym, co nami kieruje, co nas motywuje. O tym, czego się boimy i co jest dla nas ważne. O tym, że granice dobra i zła nie zawsze są ostre. O tym, że czasem los stawia ludzi po przeciwnej stronie barykady, a oni mają na to niewielki wpływ.
„Teatr Więcej Dymu udowodnił ogromny potencjał dramatyczny tekstów Mickiewicza. Dzięki pracy aktorek i aktorów wszystkim znane ballady wychodzą poza szkolne ramy i zyskują nowe życie. Miło patrzy się na młode pokolenie, które tak żywo interesuje się polską klasyką i szczerze ją przeżywa. Te emocje na scenie widać! Chociaż język jest trudny, to udało się uniknąć deklamacji - każda kwestia należycie zinterpretowana i wypowiedziana ze swoistym niuansem. Widać tu ogrom pracy włożonej w przygotowanie sztuki. Teatr Więcej Dymu generalnie radzi sobie znakomicie z operowaniem symbolami - dla przykładu wykorzystanie liści i płatków kwiatów do zasygnalizowania upływającego czasu czy też wstążki Świtezianek nawiązujące do efemerycznej natury nimf. Ta ostatnia scena zasługuje zresztą na więcej uwagi, bo na mnie zrobiła największe wrażenie, także pod kątem ruchu scenicznego i oświetlenia. Rozbicie roli nimfy na kilka aktorek, wykorzystanie w scenie wstążek, w które aktor grający strzelca stopniowo się wplątuje aż w końcu odkrywa, że znalazł się w śmiertelnej pułapce […].
Wszystkie aktorki i aktorzy byli bardzo zaangażowani w sztukę, największe wrażenie zrobiła jednak niewątpliwie Julia Owczarska w roli Karusi (i innych mniejszych rolach). Mogę śmiało powiedzieć, że jest ona aktorką z krwi i kości – na scenie nie gra tylko głosem czy twarzą, gra całe jej ciało, co daje wrażenie ogromnej autentyczności przeżywanych emocji. Widać, że aktorka ma dużą swobodę w ich wyrażaniu. Na wyróżnienie zasługują też Franciszek Rychter, szczególnie za rolę strzelca. Wyróżnia go umiejętność ukazania obok siebie scen ciężkich oraz tych delikatnych i wrażliwszych. Podobały mi się także Michalina Koralewska oraz Paulina Walkowska, które potrafiły pokazać całą paletę uczuć – od radości do smutku i od udręczenia po nadzieję”.
Zdjęcia: Mariusz Mędrzycki